|
|
Prasa o nas
Małe cięcie, duży zabieg
Dziennik Polski - 20 czerwiec 2006
autor: Elżbieta Borek
zobacz zeskanowany artykuł
Nie chcę wykopywać róży z połową ogrodu - mówi prof. JAN KULIG, kierujący Kliniką Chirurgii Ogólnej i Gastroenterologicznej Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie w rozmowie z Elżbietą Borek.
"Newsweek Polska" już
po raz piąty opublikował
ranking polskich szpitali.
Krakowska Klinika Chirurgii
Ogólnej i Gastroenterologicznej Szpitala Uniwersyteckiego, kierowana przez
Pana od trzech lat, została oceniona najwyżej w kilku
dziedzinach. Wygrała w rankingu na najlepszą placówkę chirurgii ogólnej: w leczeniu raka żołądka okazała
się najlepsza, a jako specjalistą leczenia raka jelita grubego i raka przełyku uplasowała się w pierwszej trójce.
To chyba sukces?
To wielki sukces i cieszy
mnie z kilku powodów.
Po pierwsze - wcale nie było
łatwo znaleźć się tak wysoko
w ogólnopolskim przecież rankingu, gdzie brano pod uwagę
wiele rzeczy. Punktowany był
np. poziom opieki nad pacjentem po operacji, dostęp do najnowszych metod operowania,
ale także opinia konkurentów!
Po drugie - nie miałem łatwego zadania. Trzy lata temu zostałem szefem krakowskiej Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Gastroenterologicznej,
którą przez wiele lat kierowali
profesorowie Bronisław Kader,
Maksymilian Rutkowski, Jan
Glatzel, Józef Bogusz,
a w ostatnim okresie mój mistrz i nauczyciel prof. Tadeusz Popielą, czyli grono nie
kwestionowanych autorytetów
wśród chirurgów polskich, wybitnych specjalistów, naukowców i pionierów polskiej chirurgii. Początkowo wszyscy
porównywali mnie do mistrza.
To było deprymujące, ale musiałem sobie radzić. Na szczęście jestem otoczony gronem
wspaniałych fachowców - moich przyjaciół i kolegów. Wspólnie udaje nam się ciągnąć ten wózek. Podobnie jak za czasów mojego wielkiego poprzednika, kierowany przez mnie szpital przez kolejne trzy lata zajmował pierwsze miejsca w ogólnopolskim rankingu "Newsweeka", a w 2004 r. wygraliśmy także ranking tygodnika "Wprost".
Czy to jednak nie dziwne,
że klinika, która - jak wskazuje sama nazwa - zajmuje
się chirurgią ogólną, okazała
się najlepsza w chirurgicznym leczeniu raka żołądka?
Domeną chirurgii były, są
i będą nowotwory. Tak jest
wszędzie na świecie i od zawsze tak jest u nas. Największą grupę naszych pacjentów
stanowią chorzy onkologicznie, chociaż to prawda, że
w Polsce szpitale ogólne nie
chętnie się nimi zajmują. Wypowiadał się w tej sprawie nawet minister Religa, bo to jest
niezdrowa i nienaturalna tendencja, by zamykać pacjentów
z rakiem w oddzielnych szpitalach czy oddziałach. Jeśli
wymagają operacji, powinien
się nimi umieć zająć chirurg w każdym szpitalu. Oczywiście my zajmujemy się nie tylko chirurgią onkologiczną, ale
w ogóle szeroko rozumianymi schorzeniami chirurgicznymi:
od zapalenia otrzewnej, wyrostka robaczkowego, poprzez
kamicę pęcherzyka żółciowego, schorzenia odbytu, przepukliny, po urazy klatki piersiowej. Chirurgia ogólna to
najszersza dziedzina medycyny. Leczymy choroby, które
niesie cywilizacja, w tym
oczywiście nowotwory. Zespół
naszej katedry zdobył światowe uznanie za opracowaną
przez siebie metodę leczenia
raka żołądka. Ta choroba,
ujawniana w Polsce zbyt późno, zbierała straszliwe żniwo.
Lepsza diagnostyka, agresywne wycięcie nowotworu wraz
z szerokim polem otaczającym go radykalnie "zwiększyło przeżycie", jak się mówi w slangu lekarskim.
Dziś już podobno nie tnie się szeroko. Cały medyczny
świat dąży do minimalizacji.
Z najnowszych doniesień
naukowych wynika, że nawet do dużych zabiegów
chirurg podchodzi delikatnie. Zamiast otwierania
brzucha, dziś stosuje się zabiegi laparoskopowe, które
pozwalają zajrzeć w głąb
człowieka przez dziurkę
w brzuchu - dosłownie
i w przenośni. Podobno na
wet nowotwory operuje się
tą metodą.
Od kiedy zostałem wybrany na stanowisko prezydenta
elekta Europejskiego Towarzystwa Chirurgii, klinika weszła
w struktury europejskie i zyskała stosowne certyfikaty pozwalające na szkolenie lekarzy chirurgów m.in. w dziedzinie
mało inwazyjnych operacji.
Mam tu na myśli m.in. wspomniane zabiegi laparoskopowe.
Polegają na wykonaniu kilku
nakłuć przez powłoki brzucha
i wprowadzeniu w każde z nich
odpowiednich narzędzi. Chirurg może przeprowadzić wiele
operacji, które dotąd były możliwe tylko po otwarciu jamy
brzusznej czy klatki piersiowej.
Zabiegi laparoskopowe to przyszłość chirurgii. Dzięki nim
rzadziej dochodzi do powikłań,
a chory szybciej wraca do zdrowia.
W naszej klinice technikę
tę wykorzystuje się na co dzień
do wycinania pęcherzyka żółciowego, fragmentów jelita grubego, odbytnicy, wyrostka robaczkowego, nadnerczy, śledziony. W Europie i na świecie
wykorzystuje się ją również
do operacji nowotworów żołądka, trzustki, przełyku, a nawet wątroby.
Kiedyś mówiło się: duży
chirurg, duże cięcie. Dziś
wydaje się, że jest odwrotnie: im lepszy chirurg, tym
mniejsze ciecie. Czy to znaczy, że zmieniło się podejście do chirurgii?
Nie, ono jest takie samo,
tylko wykonanie jest inne. Nie
zależnie od metody wyciąć
trzeba wszystkie chore tkanki.
Mimo że chirurgia laparoskopowa wchodzi w organizm maleńką dziureczką, zakres operacji może być identyczny.
Na monitorze dokładniej widać
operowane miejsce, bo kamera może powiększyć obraz i pozwala obejrzeć operowany narząd ze wszystkich stron. Można dojrzeć nawet nerwy
i oszczędzić je podczas zabiegu. Ma to istotne znaczenie
w operacji np. raka odbytnicy,
gdyż w ten sposób można wykonać zabieg radykalny, zachowując jednak pełną sprawność płciową operowanych pacjentów. Oczywiście laparoskopia
nie jest panaceum na każdy
przypadek chorobowy. Czasem
nowotwór jest tak rozległy, że
trzeba otworzyć pacjenta, by
np. wyciąć inny, zaatakowany
chorobą narząd. Ale większość
zabiegów można jednak przeprowadzić laparoskopowo i radykalnie. Dużo czasu minęło,
nim ja sam przekonałem się, że
operacja przez "dziurkę od klucza" może być lepsza niż metodą tradycyjną. Po prostu byłem inaczej nauczony. Jeszcze
niedawno sądziłem, że laparoskopia owszem, w jakichś drobnych zabiegach, ale np. w leczeniu raka to na pewno nie może być przydatna. Wydawało mi się, że jeśli chirurg nie dotknie ręką chorej tkanki, nie
oceni jej stanu, to nie wykona operacji dobrze. Teraz nie mam wątpliwości, że ta metoda jest zdecydowanie lepsza niż tradycyjna, polegająca na rozcięciu powłok brzusznych. Daje mniej powikłań, pacjent szybciej się goi, nie pozostają mu blizny na ciele. Laparoskopia pozwala wyciąć wszystko - tak jak przy zabiegu otwartym.
Czy jest trudniejsza od tradycyjnego zabiegu?
Wszystko jest kwestią doświadczenia i wprawy. W miarę upływu czasu i nabywania doświadczenia dla chirurga staje
się to taka sama operacja, może
tylko trochę krótsza. 20 lat temu chirurg spędzał przy zabiegu usuwania żołądka czy trzustki "dniówkę", czyli 7 do 8
godzin. Dziś ta sama operacja
trwa najwyżej 4 godziny.
Specjaliści twierdzą, że
obie techniki - laparoskopowa i tradycyjna - pozwalają
uzyskać te same wyniki leczenia nowotworów jamy
brzusznej.
Nie wiemy jednak, jakie będą odległe wyniki zastosowania obu metod. To pokaże dopiero czas. Dlatego krakowscy
lekarze wraz z grupą wybitnych naukowców z Polski, Niemiec i Włoch powołali europejską grupę do badań nad rakiem
żołądka. Będziemy też szukać
nowych technik operowania.
Dziś wiemy, że jeśli w węzłach
chłonnych znajdują się komórki nowotworowe, trzeba węzły usunąć szeroko, wraz z zaatakowanym przez raka żołądkiem lub jego częścią. Nie jesteśmy jednak pewni, czy powinniśmy przeprowadzić tak rozległą operację, jeśli w węzłach
nie doszło do przerzutów.
Wątpliwości jest więcej. Nadal nie wiadomo, co wywołuje nowotwory układu pokarmowego. Prawdopodobnie zachorowaniu na raka jelita grubego i odbytnicy, trzustki, wątroby i pęcherzyka żółciowego sprzyja zmiana nawyków żywieniowych, jaka dokonała się w ciągu kilkunastu lat. Jemy szybciej, bardziej tłusto, pożywienie zawiera więcej konserwantów i saletry. Z kolei ryzyko zachorowania na raka żołądka zwiększa dieta uboga w warzywa, owoce i witaminy. Dlatego, by uniknąć nowotworów przewodu pokarmowego, radzę tradycyjną polską kuchnię wzbogacić o warzywa i owoce, najlepiej rodzime.
W Polsce pacjentów z nowotworami przybywa. Co gorsza, znacznej grupie chorych nie można pomóc, bo
gdy trafiają do lekarza, ich
choroba jest już mocno zaawansowana, a organizm
zaatakowany przerzutami.
Przyczyna jest wciąż ta sama: zbyt późne ujawnienie choroby. Chorzy lekceważą
wczesne, niepokojące objawy,
takie jak powtarzające się bóle
brzucha, wymioty, krew w stolcu czy objawy dyspeptyczne.
Zawodzi też diagnostyka.
W Polsce jedynie 40 proc. pracowni ultrasonograficznych
i endoskopowych rozpoznaje
prawidłowo wczesne nowotwory przewodu pokarmowego.
W Japonii prawie 100 proc. Dla
lekarza to prawdziwy dramat,
kiedy wie, że mógłby uratować
pacjenta, gdyby ten wcześniej
do niego trafił. Rak wykryty we wczesnym stadium jest uleczalny. Podejmujemy próbę leczenia zawsze, ale o wiele
trudniej walczyć z uogólnioną
chorobą, gdy są już przerzuty, niż z chorobą na początkowym etapie. Nie wolno lekceważyć objawów.
To prawda: lepiej uchodzić za hipochondryka, niż
z powodu źle pojętej odwagi umierać. Tym bardziej
że dziś są już dostępne nie
inwazyjne, nowoczesne
metody diagnostyczne, takie jak USG, endoskopia,
tomografia komputerowa
i rezonans magnetyczny.
Mówiąc nawiasem, podobno to pan był pomysłodawcą zastosowania ultrasonografu do rozpoznania kamicy żółciowej?
To był przypadek. W1976 r. pracowałem na oddziale gastro-enterologicznym w Szpitalu im.
Narutowicza. Tam w szafie znalazłem aparat do badania mózgu. Był stosowany na neurochirurgii, a lekarz, który się nim
posługiwał, dojeżdżał z Wieliczki raz w tygodniu. Poza tym jednym dniem aparat stał wolny.
Pomyślałem kiedyś - jeśli to
urządzenie tak doskonale prześwietla czaszkę, czemu nie zastosować go do obejrzenia także
brzucha i poszukać za jego pomocą kamieni żółciowych?
Po kilku badaniach między
dwoma echami coś zobaczyłem.
To mogły być poszukiwane kamienie! I były. Opublikowałem
to odkrycie w "Przeglądzie Chirurgicznym", bo uznałem, że
byłaby to dobra wiadomość dla
chorych. Wcześniej jedyną metodą diagnostyczną była cholanografia - badanie pęcherzyka
z kontrastem. Ludzie bardzo źle
to znosili, 90 proc. słabło, okazywało się być uczulonymi. A tu
wystarczyło przyłożyć do brzucha głowicę aparatu. Pomysł się
przyjął i potem już poszło. 2,3 lata później USG zaczęło być powszechnie stosowane w diagnostyce schorzeń jamy brzusznej. Dziś mamy USG w przestrzeni i w kolorze. Współczesne metody i techniki ultrasonograficzne dokonały rewolucji w chirurgii. Bez nich nie może się obejść żadna operacja. Są przedłużeniem palców i wzroku chirurga. Dzięki uzyskanym w badaniach ultrasonograficznych obrazom wiemy już nie tylko, jak dalece rozwinął się rak, ale też czy jego zaawansowanie pozwoli na skuteczne leczenie operacyjne. Badanie USG, wykonane przed operacją, może precyzyjnie wyznaczyć pole działania chirurga. Znakomitym "wynalazkiem" jest też USG śródoperacyjne. Przykładam sondę i wiem, gdzie jestem i co jeszcze wyciąć. Przy zabiegu laparosko-powym to ważne, by mieć pewność, że wszystko zostało usunięte. Nie muszę wykopywać róży razem z połową ogrodu!
Wszystko jest dziś mniejsze. Nie tylko otwory w ciele, ale i narzędzia chirurgiczne. Kiedyś skalpel, to
był kawał noża. Dziś stosujecie do cięcia laser, a operacje odbywają się niemal bezkrwawo.
To prawda. Wszystko się
tak zminiaturyzowało, że już
nie trzeba wsadzać do brzucha
ręki. Te wszystkie miniurządzenia spawają, zamykają, koagulują. Lecz najważniejszy jest
rozwój metod diagnostycznych.
Zwykła dla nas endoskopia pozwala ocenić stopień zaawansowania nowotworu. Przedłuża
rękę chirurga. W Stanach Zjednoczonych widziałem operację
wątroby bez otwierania brzucha - przez ścianę żołądka,
z użyciem endoskopu.
Postęp na pewno będzie polegał na miniaturyzacji i robotyzacji, przy zachowaniu koniecznej radykalności. Niestety, jak każda nowość, to kosztuje. A te koszty są nieproporcjonalne w stosunku do tego, co nam proponują.
wróć do listy artykułów
|